- Jak już powiedziałaś mi elokwentnie, „wypchaj się”.

- A myślisz, że tak jest?
ignorując pannę Tyler, więc po kolacji oznajmił niani,
ciągnie. Ale to „coś" prowadzi donikąd, bo ja juŜ nigdy nie zwiąŜę się z Ŝadną kobietą.
świat się zawalił.
urocza, piękna i bardzo kobieca, więc dlaczego nie przyciągnął
- W takim razie, gdzie idziemy? - Lizzie nie kryła ciekawości.
- Pani bratanek miałby inne zdanie - stwierdziła Clemen¬cy. - Nie przepada zbytnio za mną.
- Co ci jest, Santos? Dziwnie wyglądasz?
- Masz kompletnego bzika!
zareagowała. Nic nie mają sobie do powiedzenia. Gdy pukanie rozległo się ponownie,
- Niczego nie zwróciłaś. Twoja matka umarła, tęskniąc za córką i błagając ją o wybaczenie, ale nawet tego jej nie dałaś. A teraz posłuchaj: ja mam te zobowiązania. Odziedziczyłem je po niej.
znów była pełna.
tak. Ale nie miłość.
- Santos... i inni. - Gloria z bijącym mocno sercem szukała jej wzroku. - Policja. Mają nakaz. Mówią...


słu¿by nigdy nie okradłby pani rodziny.

- Może ja spojrzę... - Niedbale położył rękę na jej plecach.
nonszalancją obojętność. Bywało, Ŝe wychodził z gabinetu i obserwował ją z drugiego
- Ale rzeczywiście wpadła w popłoch. Moim zdaniem świruje.

Udało się jej w końcu zwlec z łóżka i obmyć twarz w zimnej wodzie. Gdy popatrzyła przez okno, miała wrażenie, że lato się nagle skończyło. Z ulgą przypomniała sobie, że była na tyle przewidująca, by zabrać ze sobą długą ciepłą suknię z szarego kaszmiru. Suknia miała szpiczasty kołnierz i liczne falbanki u dołu; nawet panna Baverstock musiałaby ją uznać za odpowiednią.

- Wiem. - Otarła twarz ręcznikiem i sięgnęła po szlafrok, starając się nie myśleć, kto naprawdę jest ojcem. - Masz
Jeśli on tam będzie.
drzwiczki i wyszła z samochodu. Nogi jej dr¿ały, ale oparła sie

- Bardzo mądry pomysł, milordzie - przytaknęła bez tchu.

- Jak ten człowiek, którego szukałes wczesniej.
Łysiejące czoło sędziego się zmarszczyło.
228